b-to-wystarczy blog

Twój nowy blog

Brak komentarzy

przez przypadek na poezję spadło i okazało się, ze to ona jest sola i pieprzem. myślałam, ze zapomniałam, myslałam, ze nie potrzebna a okazało się, ze pamietam. Jaka to ulga cieszyc sie slowem! alegorią…i chyba mi za mało na dzis, chyba chciałabym więcej,czytać teraz, posmakowac zapomniane, nowe. mam potrzebę.

Brak komentarzy

przez przypadek na poezję spadło i okazało się, ze to ona jest sola i pieprzem. myślałam, ze zapomniałam, myslałam, ze nie potrzebna a okazało się, ze pamietam. Jaka to ulga cieszyc sie slowem! alegorią…i chyba mi za mało na dzis, chyba chciałabym więcej,czytać teraz, posmakowac zapomniane, nowe. mam potrzebę.

Brak komentarzy

byliśmy w Smyku, przez czysty przypadek. na piętrze z zabawkami. a tych, dużo. Basia głupiała, nie chciała nic, bo wybrać trudno. żywa lalka zaprosiła Basię do zabawy, tyle, że zabawa nudna i nic nei wnosząca. bo cóż może pobudzić w mózgu Basi lalka do stylilzacji? czymże wspaniałym jest malowanie paznokci lub nakładanie błyszczyku na usta? dla pięcioletniej dziewczynki? i tłuste w włosy lalki nie zachęcaly do plecenia warkoczyków…zadziwiająca jest ilość  lal do stylizacji…no cóż, zabawki też według potrzeb. i według nich, tych potrzeb,  trafiłyśmy do ciastoliny, interaktywnych zwierząt, klocków, stempli. zabawki dla maluchów też zajęły Basi troszkę czasu, bo duzo tam się dzieje a naciskać, sprawdzać, eksperymentować lubimy. żadnej zabawki nie kupiliśmy, za duży wybór, za to kupiliśmy motylki na okno i…diadem księżniczki! zesz cholera…no nic. diadem stroi „czoło” misia, Basia rysuje drzewa.
sobota pod presją poniedziałkowego egzaminu, tyle, ze presja jest za to działania nei ma. nie jeździłam juz dawno, ciekawe więc, jak mi ten egzamin, całe szczęscie, ze wewnętrzny – pójdzie.
planuję kolejne zawodowe szkolenia, zdaje się, że kierunek wybrałam dobry, może ta nasza córka wiecznie chorować nie będzie.  szkolenia dobrze mi robią i widzę, ze psychika moja poprawiła się znacznie, nie mam oporów z nowymi znajomościami, jeszcze tylko byłoby dobrze, abym je rozwijac zechciała. generalnie – lubię ludzi, bawią mnie :)
za chwilę Basia do przedszkola a ja do pracy. jeszcze tylko badania, Basi,  bo układ moczowy zbadać trzeba, moje, bo sprawdzic nalezy czy dieta nei wyrządziła szkód i wyniki Uroczego…będzie dobrze, bo jak inaczej ma być?
i mam wrazenie, że nieco gwiazdką pachnie…heh, lubię ten zapach.

Brak komentarzy

brakuje mi cukru. wciąz mi zimno.
Basia spędzila pierwsza noc poza domem – bez nas! ogromnie nam Jej brakowało…
weekend cały zajety, nogi mnie bolą od chodzenia, od  wrażeń głowa i niech juz się ten podobno mały remoncik, skończy. chciałabym posprzątac i poczuc równowagę. wkurza mnie ten haos i źle nastraja. inna rzecz, ze chce mi się spać…a morfologia powinna mi się wyraźnie poprawić. zeby tylko nie było tak zimnno, mnie. wszystko sprawa diety. wytrzymam, juz widzę, ze warto, za kilka kilogramów będe wazyła 55 i juz będzie dobrze, po drodze świeta tylko, pewnie przytyję troszkę. mam zamiar jeść w miarę ochoty, o diecie zapomnieć. nie da się pewnie całkowicie, bo nawyki mam wrazenie, już sobie wyrobiłam, na pewno jajecznicę będe smazyłą bez tłuszczu już zawsze. Las bródnowski nie podoba mi się. będziemy na spacery jeździli w inne miejsca. a w Pęchratce na pewno było pięknie w ten weekend…szkoda, ze nie pojechaliśmy. trzeba będzie pomyslec o róznych sprawach zwiazanych z  grobami. bardzo nie lubie tego tematu ale zdaje się, nie ma wyjścia.
home sweet home…Basia buja się na piłce, Uroczy pracuje, ja piszę, pralka szumi, kot mruczy, kaloryfery grzeją. rolet brak. zaginęły w akcji. planuję przyszły remont, łamię głowę : kolorowo czy biało? pralka z suszarką, kabina czy wanna? zdaje się, ze mam o czym mysleć, pomijając remont. a pękny Szkot czeka, jeszcze tylko jeden tom…oderwać się czy zatrzymac? myslec czy zapomnieć? zlekceważyć czy?…aa, nie będę teraz myslała o tym. popracuję.

Brak komentarzy

dzień słoneczny i zimny, mogłaby polska złota jesień być. niby jest ale pamietam z ubiegłego roku, gruszki zrywałysmy o tej porze przeciez, dokumentacja zdjęciowa jest i krótki rekaw był, nie wspominając o piwie. a teraz gruszek juz nie ma, piwa nei piję, rękaw nie tylko długi ale i podwójny i zimno. Basia nie lubi wstawać…ma to po mnie. przybył mi jeden powód do zmartwień ale, wierzę, żę będzie dobrze bo tak ma byc i już. a jednak miałam rację…dość, robię przerwę.

Brak komentarzy

nie było deszczu a mimo to, tęcze widziałam. piękną, soczystą. na dobry poczatek dnia. chciałam ją Basi pokazać ale po południu w tym miejscu słońca juz nie było a więc i tęczy…i przyszło mi do głowy, ze pisać jednak chcę nadal. bo przecież ideą bloga ma byc pisanie dla samiego  siebie, wiem, ze to prawda nie jest a moze nie do końca jest bo blogi czytam i rzadko znajduje taki, ktory ma na celu bycie pamietnikiem. chciałabym, zeby mój blog pamietnikiem moim był. zatem, zadnych wyjaśnień bo sobie wyjaśniać przeciez nie będę, żadnych ograniczeń, poza tymi, które sobie dla siebie narzucę i zasad, bo to przeciez mój pamietnik…więc wyjasnień żadnych…lubię Saską Kępę i dawno już tam nie byłam, nei w tych miejscach, w których warto na Saskiej Kępie być. zapomniałam, jak klimatyczne to mejsce, zapomnialam, jak urocze domy, mieszkania tam są. a co gorsze, zapomniałam, ze mam duży zasób słów. no żesz cholera jasna! tak myślę, ze porażką spowodowany ten stan jest i wydawało mi się, ze już przełknęłam gorzkiego cukierka to okazuje się, ze wciąż mam go na języku. pewnie długo jeszcze będzie mi się odbijało nielubianym smakiem…a ludzie tacy mili…a ja grubiańska ze swoją wiedzą niewykorzystaną. po diabła mi te wszystkie „sawuawiry” i inne wyczytane, przyswojone zasady dobrego wychowania? z tym dobrym wychowaniem, to rzecz wątpliwa, bo w tym zakresie wychowałam sie sama. no i wiem co powinnam i cholera, nie robię ! ze  nazwisko wyjawić, rzecz wiadoma, toż wyjawiłam ale czemu mnie paraliżowala świadomosc powtórnego wyjawiania? śmieszna rzecz…i z tymi zasadami i zasobem słów. nie jąkam się, ale raptem ograniczenie mi się włącza i uzywam podstawowych ( jakichś!) okresleń, marnie z przymiotnikami. chyba powinnam numer pewien wystukac i  rok spędzic na analizie tego, co zanalizować nalezy a własciwie nie zanalizowac tylko oswoić. no nic…
postanowiłam poszerzyć grono znajomych. Uroczy mówi, ze to dobrze. pewnie dobrze aczkolwiek z rzadka odczuwam potrzebę bycia w stadzie i ludzie skutecznie mnie studzą z zapału to tak myslę sobie, ze czasem na kawę, bo przeciez nei piwo, mogłabym się z kimś umówić. nowe miejsce pracy pod względem kandydatów na znajomych bliższych nie spełnia roli. oczywiście, ze wymagająca jestem bo dlaczego nie? bo dlaczego miałabym się wysilać, dopasowywać tłumaczyć i męczyć? powinno być łatwo…i od początku płynnie. skoro w tym miejscu nei zapowiada się zadna bliższa znajomośc, pomyślałam o reperacji starych  i poległam…przy pierwszej próbie, po głebszym zastanowieniu się nad kolejnymi  i…no i stoję w miejscu. przecież kontaktowa jestem. no jestem ale wymagająca stałam sie niemożebnie. nie ma to nic wspólnego z tolerancją bo nie o nią tu idzie. ma być miło a jak ma się zdarzyć „niemiło” to dlatego, ze było miło i nalezy wspomóc, zeby znow było miło. inna rzecz, że moje „nic na siłę” powoduje, że próby moje spełzaja na niczym po pierwszej. powtórek nie ma. to prawie jak z szansami…pewnie zostanę przy starych znajomych i tych zdejmowanych z półek, własnych, czy też  sklepowych, a wciąż ich przybywa. ustawiłam sobie w rządku tych, których w najbliższym czasie poznawać będę…od „Saszeńki” zacznę. czasu jednakże mniej, bo praca częśc pochłania, dobrze, że znów zaczęłam pracować. wprawdzie Uroczy nieźle sobie radzi ale zapas pieniędzy przyda się bo i potrzeby się zmieniły. przyszła mi do głowy myśl, ze może nudna jestem lub z tym calym moim cyrkiem „nic na siłę” zachowuję się tak, że innym tez się włącza „nic na siłę” i sprawa umiera sama. czatować przeciez już nie będę, bo wiem, czym to grozi a „groźby” tez juz nie chcę. a prawda jest taka, ze mi Uroczy wystarcza i do  mówienia i do milczenia…mądrego mężczyznę mam. zebym tylko jeszcze to prawo jazdy zrobiła…bo w kolejce język czeka. Zimno! a przeciez ciepło. ta dieta schłodziła mnie fizycznie. wciąż mi zimno jest. nawyki wygrywają i nadal się nie ubieram ciepło, z tego tez powodu domu nie będziemy mieć, bo w domach zawsze jest zimno. za to kanapa w czerwonym kolorze…moze pomarańczowym i moze ogrzewanie podłogowe w kuchni a może łozko? wszyscy śpią…

1 komentarz

wyjątkowe wrażenia udało się nam zebrać przez kilka dni. wyjątkowe miejsca zobaczyć i miejsca te, zapamiętać. utrwalone na zdjęciach, będą wracały…i chyba nie jestem jeszcze gotowa do opisywania. może powinnam tuz po powrocie? a może za jakiś czas, a może wcale. się zobaczy. do końca wakacji dwa tygodnie, potem przedszkole i praca. deszcz pada…zimna zieleń za oknem. na dzień dzisiejszy upałów koniec. trzeba się skupić na porządkach i planach. i założyć szpilki. wchodzę w kolejny rok swojego życia. przez poprzedni zebrałam sporą wiedzę o sobie i innych, odebrałam kolejną lekcję. szkoda, ze człowiek umiera mądry jak polak po szkodzie. pociesza mnie jedynie fakt jaki wywiodłam z powiedzenia puszczańskiego przewodnika „to, że drzewo umarło nie oznacza, że drewno nie żyje”. ot, chyba nie mam dziś dobrego nastroju.

Brak komentarzy

strasznie głosno jest w Warszawie, spać nie można…już rozumiem zjawisko późnego wstawania w Pęchratce, najzwyczajniej, spało się nam doskonale w ciszy wypełnionej jedynie głosami ptaków, much, drzew….a tu…pieprzone samochody i świat kanibali. w Pęchratce sny jakoś łagodniejsze były.
szykujemy sie do kolejnego wyjazdu…szukam miejsca do spania, koniecznie z łazienką i wyzywieniem, żadnego gotowania uprawiac nie będę, niech mam urlop chociaz przez trzy dni za to taki, jak lubię…lubimy? drżyjcie żubry przed lornetką!
urlop się skończył, pewnie, ze wypoczęłam, od zgiełku miejskiego. zmęczyłam się inaczej. dla dzieci jednkowóż to raj…jeden dzień udało się ukraś Pęchratce na zwiedzanie i Tykocin ujął mnie za serce. mam potrzebe pojechania tam jeszcze raz! bo miasteczko ma klimat cudny, czas tam zatrzymał się i z teraźniejszoscia nei ma nic wspólnego…chcę usiąśc w kościelnej ławce i napawac się miękkoscia kolorów niespotykanych w kościołach, chcę pospacerowac po rynu, przystanąć pod pomnikiem Czarnieckiego, zamknąc oczy i „zobaczyć” Kimicica z melankolią, iskre Wołodyjaowskiego…i to nic, ze fikcja za to jaka piekna…a przeciez Tykocin pamięta, magnatów, rycerzy i zwykłych ciurów. tylko synagoga kaze pochylic głowę i zamilknąc…na pewno nie będe jeść już w Tejszy bo mi się ta wersja kuchni zydowskiej nei podoba…ten sam sos do dwóch mięs? tak czy tak, chcę Tykocin poczuć…bez pośpiechu i nerwów, po swojemu.  a z tymi sosami…w Poznaniu przy rynku jest włoska restauracja ( knajpką tego nazwac nie można, jakoś wystawnie i obszernie i kelner zirytowany i irytujący), tam tez, ten sam sos, do dwóch róznych mięs. kucharze nie mają wyobraźni czy co?
a dziś cięzki dzień…śpię nie spiąc, nie mam woli.

3 komentarzy

no nie pojmę idei jaka przyświecała informatykowi, piszącemu dotarcie do tego miejsca na stronie. może jest jakiś klucz, o którym nie wiem?
Jestem zmęczona. dzień pierwszy rehabilitacji po półrocznej przerwie dał mi w kość. połączenie wszystkiego do kupy, moze się okazac nie tyle trudne ( wakacje też brużdzą) co męczące. po masazu bolą mnie plecy, po pracy nogi, jak się dołozy do tego jeszcze jazdy to mózg tez mi wysiądzie. będę wrakiem :) czyli jak na człowieka idącego na urlop przystoi. przez to przygotowywanie się do urlopu poprzez rózne formy spędzania czasu, przewija się dodatkowo Basia. szkoda tylko,ze w między czasie nie mam czasu na sprzątanie. a może sobie fundnę, jak już zamknę transakcję, panią do sprzątania na gruntowne posprzątanie. obopólna korzyść będzie…troszkę martwią mnie studia Mai…niehumanistycznie nastrojona córka na całkiem humanistyczny kierunek…i do tego, musi na te studia zarobić! mam wrażenie, ze to ostatnie będzie zjawiskiem oczekiwanym acz trudnym w tym oczekiwaniu. no nic.
pod oknami znów dźwięki sprowokowane przez plan b, nielubiany plan b. mam wrażenie, ze to miejsce gromadzi najbardziej hałaśliwych ludzi w mieście. dlaczego pod moimi oknami?
bolą mnie plecy, kot sie do mnie tuli, spać mi się chce, ale mam niedokonczony film. idę zatem oglądać, bo mysleć juz mi sie w dniu dzisiejszym, nie chce.
kolejna aktorka dołącza do grona gotujących na ekranie. świat na głowie stoi…toz wydaje się byc bardziej wskazane granie w filmach niz gotowanie! a jeśli panna B będzie gotowała tak, jak zagrała w ostatnim filmie? to niechybnie mogłabym jej konkurencję zrobic…bo czemu nie?

Brak komentarzy

ręce opadają…sposób docierania tu jest karkołomny a moze to ja  jestem taka tępa? moze jestem…aczkolwiek, uważam, ze to nieprawda.

i czar prysł…a chciałam się podzielić. teraz to juz tylko wstrząśnięte emocje będą. no tfu! i czkawkę mam.

uruchomiłam coś co mnie przestraszyło bo albo funkcjonalności bloga jestem nieśiadoma albo w łasnego „nowego” laptopa. nic to ( moje ulubione powiedzenie) no to więc – w Pęchratce jesteśmy, ot jakos tak się stało, miało się nei stać a się stało. zielono bardzo jest. niespodziankę rodzicom Uroczego sprawiliśmy,. nie ukrywam, ze Uroczy mnie też ( że też wciąz jesteśmy sobie bliscy i wciąż szczęsliwi, to się dziwię, ale tak jest i już).ogień płonie i jak nie zapomnę dorzucać to płonąć będzie jeszcze jakis czas. Nazo na spacerze…myszki łowi albo cokolwiek.z jezem juz się spotkała tydzień temu
bo to jest takie miejsce, w którym na dnie duszy zalega spokój…a życie nabiera innego rytmu…i jeszcze nie daje się a raczej nie umie się jeszcze żyć zgodnie z naturą ale człowiek już uważniej i z pokorą na jej, natury, dzieła patrzy. a jest na co patrzec i co czuć…i przed czym głowę skłaniać. i wciąż  rośnie we mnie potrzeba by z tą naturą pod rękę…bo pięknie tu ale nie dziko i tej niedzikości pomóc nalezy. zatem, czy to rzeczywiście natura? rozgrzebywanie wątka nie ma sensu :)  pięknie mi tutaj. i inaczej. i daleko od początku a może własnie od początku nie? i ogień plonie i czkawkę mam…i miesięczna dieta nie przyniosła skutku nijakiego. a ja lubię jeść! piękne rzeczy! podobno kwiaty nasturcji jadalne i smaczne ale, najbardziej kwiaty cukinii mnie ciągną. ukradnę i już? ogromnie nie lubię się kłaść spać ale spać lubię. brakuje mi Shar…tej dawnej.
cieszy mnie myśl o pracy fizycznej.


  • RSS